Maksymiuk, koncert na dwoje

Z KIM?

reżyseria: Tomasz Drozdowicz
scenariusz: Maria Nockowska
gatunek: film dokumentalny
muzyka: w ścieżce dźwiękowej filmu znalazła się muzyka 13 kompozytorów, w tym: Brahmsa, Beethovena, Prokofiewa, Lutosławskiego, Kilara, Pendereckiego i samego Maksymiuka.
zdjęcia: Andrzej Wojciechowski

CO?

Charyzmatyczny maestro, odnoszący sukcesy w świecie muzyki, w życiu codziennym wydaje się być całkowicie bezradny i zagubiony bez pomocy żony, która wspiera go w codziennych najprostszych czynnościach i podejmuje za niego wiele życiowych decyzji. Kamera towarzyszy artyście w trakcie pracy z wybitnymi muzykami i orkiestrami, a także ukazuje fascynujący świat genialnego twórcy pochłoniętego do granic szaleństwa przez partytury. Film realizowany w Polsce, Anglii, Szkocji i Francji. Ukazuje dyrygenta w trakcie pracy z wybitnymi muzykami i orkiestrami a także w trakcie komponowania muzyki. Wraz z bohaterem odbędziemy zaskakującą podróż w poszukiwaniu podstawowych definicji: czym jest muzyka i na czym polega jej tajemnica. Poznamy także artystę od prywatnej strony. Ten drugi portret, pełen barwnych epizodów, drobnych słabości, ale i natręctw. Równorzędną bohaterką filmu jest żona Jerzego – Ewa Piasecka, osoba, która, nie dzieląc przecież z muzykiem jego daru, jest mu zarazem absolutnie niezbędna – jako warunek tworzenia i trwania. Film jest opowieścią o miłości, wielkiej pasji, talencie i jeszcze większej cenie płaconej za ten talent.
REŻYSER, TOMASZ DROZDOWICZ, O KULISACH POWSTAWANIA FILMU:
Koncert na dwoje nie jest typowym dokumentem biograficznym, łączącym gadające głowy i archiwalia. Zrobiłeś coś diametralnie innego. Jak narodził się ten pomysł?
Nakręciłem w swoim życiu wystarczająco wiele klasycznych biografii. Byłem już zmęczony tą formułą, gdy Maria Nockowska pojawiła się z pomysłem realizacji filmu o bohaterze, który zupełnie do niej nie przystawał: Jerzym Maksymiuku. Klasyczne opowiadanie taką postać by „zabiło”. Sądziłem jednak, że tej miary twórca został już wielokrotnie w kinie sportretowany. Tymczasem okazało się, że chociaż nie brakuje nagrań z jego koncertów, on sam – jako bohater – pojawia się zaledwie w kilku produkcjach, w tym Jurka Karpińskiego, której fragmenty wykorzystałem w ​Koncercie na dwoje.​ Sam pomysł skrystalizował się dopiero później.
Po Waszej wspólnej podróży po Europie?
Razem z Marią Nockowską i operatorem Andrzejem Wojciechowskim, kilkoma osobami niezbędnej ekipy, spotkaliśmy się z maestrem w Lusławicach, w Europejskim Centrum Muzyki a potem towarzyszyliśmy mu w trakcie tournée – Szkocja, Londyn, Francja… Była to podróż równie szalona, co nasz bohater. Z Maksymiukiem nie można się umówić na zdjęcia i je zrobić. To zawsze jest niewiadoma, trzeba za nim biec, najczęściej w kierunku, którego najmniej się spodziewasz. Szybko też zdaliśmy sobie sprawę, że pierwotne założenie – filmu o samym Maksymiuku – jest bez sensu.
Bo nie ma Maksymiuka bez jego żony – pani Ewy? Nawet w jednej ze scen maestro mówi, że bez niej byłby tylko chaos…
Kilka dni kontaktu z tą energiczną parą całkowicie odmieniło moje myślenie o tym filmie. Nie mógł opowiadać tylko o muzycznym geniuszu i jego sztuce. Musiał to być portret Ewy i Jerzego, kompozytora i jego muzy, kompozytora i jego… menedżerki, opiekunki, żony, tandemu w idealnej symbiozie. Pierwsi widzowie odbierają ​Koncert ​bardzo różnie: jedni widzą mężczyznę, który swoimi fanaberiami niszczy żonę, drudzy – „zamordystkę”, która ciągle krzyczy na męża. To wszystko nieprawda. Jerzy i Ewa to para kochających się ludzi, którzy poukładali sobie wspólnie życie. ​Koncert​ pozostał filmem o muzyce i muzycznym geniuszu, ale stał się też opowieścią o miłości i udanym związku. Są takie momenty, w których pojawiają się stres i relacja między bohaterami nabiera bardzo emocjonalnego charakteru, ale to wcale nie osłabia tej pary. Przeciwnie.
Czy tak charyzmatyczny bohater, jak Jerzy Maksymiuk, nie próbował czasem dyrygować też Tobą i ekipą?
Nie. Nie miał żadnej chęci, żeby ingerować w naszą pracę. To człowiek w 1000% skupiony na muzyce. Świat poza nią go nie interesuje. Zaakceptował naszą obecność w swojej przestrzeni i zaczął trochę traktować jak członków rodziny.
Albo tę muchę, która na początku irytuje, potem chce się ją zabić, a potem już tylko macha na nią ręką – niech sobie lata. Nawet gdy w ciągu dnia siadaliśmy do wspólnego obiadu – maestro uwielbia biesiadować – to rozmowa zawsze dotyczyła muzyki. Nawet nie pytał nas o film. Czasami tylko irytował się po co nam tyle jego przejść. Skoro nakręciliśmy raz, to po co znowu to przechodzenie, wychodzenie. Trudność pracy z nim wynikała z czego innego: wyzwaniem były te dni, gdy był absolutnie zafiksowany na pracę. Próba wyrwania go z tego stanu zawsze kończyła się naszą porażką.
Pani Ewa też nie miała żadnych zastrzeżeń – jako ta, która czuwa, żeby wszystko było poukładane w życiu Jerzego Maksymiuka?
Nawet przez sekundę nie miałem poczucia, żebyśmy byli w jakikolwiek sposób kontrolowani czy ograniczani. Każde nasze szaleństwo, które gdzieś zasugerowaliśmy, po chwili zastanowienia było wprowadzane w życie. Pani Ewa bywała nawet naszym ambasadorem wobec Maksymiuka. Gdy on tak bardzo wchodził w świat muzyki, że kontakt z nim stawał się trudny, pani Ewa, jak ta dobra dusza, mówiła: „Poczekajcie chwilę, porozmawiam z nim, wytłumaczę. Będzie dobrze, nie przejmujcie się”. Nigdy nie próbowała nas cenzurować, odcinać. Oboje wykazali się niebywałą wolą współpracy.
Kamera obecna jest przy bardzo osobistych rozmowach…
(…) Staliśmy się dla nich niezauważalni. Gdy pani Ewa obejrzała gotowy film, powiedziała, że „kręciliśmy w momentach, gdy myślała, że kamera jest wyłączona”. Nigdy nie maskowaliśmy naszej obecności, ale nie przeszkadzaliśmy w ich przestrzeni. Dzięki temu zarejestrowaliśmy m.in. jedną z najciekawszych emocjonalnie rozmów – maestra z żoną po wyczerpującej próbie w NOSPR.
Nakręciłeś około 70 godzin materiału. Powstał film 85-minutowy. Z wielu tematów musiałeś zrezygnować?
Cenię zwięzłe dokumenty i żeby dojść do tych 85 minut musiałem zrezygnować z wielu bardzo interesujących tematów, w tym postrzegania muzyki przez Maksymiuka i jego z nią relacji. A to bezcenny materiał – przecież maestro ukończył kompozycję, fortepian i dyrygenturę. Sam siebie postrzega bardziej jako kompozytora, gdyż uważa, że tylko kompozytor jest twórcą pełnym, a dyrygent jednak odtwórcą. Do fortepianu zasiada przy każdej okazji, ale zawodowo porzucił go po wygranej w Konkursie Pianistycznym im. Paderewskiego. W latach 60. i 70. napisał muzykę do prawie 100 filmów! Później świat docenił go jako dyrygenta, ale teraz znowu wraca do komponowania. Mam pomysł na serial, a może i na kolejny film?
Fragmenty rozmowy Dagmary Romanowskiej
Jerzy Maksymiuk.
Urodzony w 1936 roku, w Grodnie, od 1947 mieszkał w Białymstoku, gdzie trafił do szkoły muzycznej. Studia na warszawskiej Akademii Muzycznej zakończył z trzema dyplomami: z pianistyki, kompozycji i dyrygentury. W roku 1961 zdobył I nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym im. Ignacego Jana Paderewskiego w Bydgoszczy, ale pianistykę porzucił na rzecz dyrygentury.
W 1972 roku założył Polską Orkiestrę Kameralną, uznaną wkrótce za jedną z najlepszych orkiestr na świecie. POK koncertowała pod jego batutą w Carnegie Hall, London Proms, Wiener Ferein i zdobyła kontrakt z wytwórnią płytową EMI. W roku 1975 Maksymiuk został pierwszym dyrygentem WOSPR. Lata 1983-1991 to okres szefowania BBC Scottish Symphony Orchestra (m.in. ​Koncerty Promenadowe w Londynie) w Glasgow. Tytuł ​Conductor Laureate jest wyrazem uznania dla jego osiągnięć w Szkocji. W roku 1990 rozpoczął pracę z English National Opera, (premierowe przedstawienia ​Don Giovanni i ​Zemsta nietoperza​), koncertował z London Symphony Orchestra, London Philharmonic Orchestra, Orchestre National de France, Tokyo Metropolitan Symphony Orchestra a w kraju, z wyróżnianą przez siebie, Sinfonią Varsovią. Nagrał ok. 100 płyt, m.in. dla EMI (13 płyt), Hyperionu i Naxosa. Wiele uhonorowanych zostało prestiżowymi nagrodami, m.in. za interpretacje Mozarta z POK (1982). Jego nagrania wielokrotnie zdobywały też „Fryderyka”. Jest współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Muzyki Współczesnej. Brał udział w ​Warszawskiej Jesieni (dwie nagrody ​Orfeusza)​, ma na koncie ok. 200 prawykonań współczesnych utworów. Maksymiuk to także kompozytor muzyki symfonicznej, kompozycji kameralnych, baletów, pieśni, muzyki filmowej. W ostatnich latach, w których dużo komponuje, powstały m.in. ​A lonely Star over Be’er – Sheva (​2010, na kwintet), ​Vivaldi w Bostonie (2010, na orkiestrę smyczkową i kwartet smyczkowy), ​Liście gdzieniegdzie spadające ​na (2011, na orkiestrę kameralną z fortepianem), ​Lament serca, Kielcom in memoriam (2012, na orkiestrę, klarnet i sopran). Muzyka do niemego filmu ​Mania z Polą Negri wykonywana była na żywo podczas projekcji w Londynie, Madrycie, Paryżu, Kijowie, Berlinie i Warszawie. Z dawnych kompozycji sam najbardziej ceni „Expront” (1980), z muzyki filmowej – tę napisaną do „Sanatorium pod klepsydrą” w reżyserii Wojciecha Hasa. Maestro ma wiele odznaczeń, m.in. Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski i Złoty Medal „Gloria Artis”. Polskie Radio uhonorowało go Brylantową Batutą.


Musisz być zalogowany by oglądać.

Zaloguj się


Wersja:

Długość filmu: 75 m
Obraz: 16:9, HD
Dźwięk: Stereo, oryginalny
Napisy: —



 

©2019 cinema pm

Log in with your credentials

Forgot your details?