The world is yours

Z KIM?

reżyseria: Romain Gavras
scenariusz: Romain Gavras, Noé Debré, Karim Boukercha
muzyka: Jamie XX, Sebastian
gatunek: komedia gangsterska
zdjęcia: André Chemetoff
obsada: Isabelle Adjani, Vincent Cassel, François Damiens, Philippe Katherine, Karim Leklou, Gabby Rose

CO?

François to drobny dealer narkotyków, który marzy o ustatkowaniu i małym domku na przedmieściach. Chłopak chce rzucić dotychczasowe, ryzykowne zajęcie i założyć mały, legalny biznes w Algierii. Ma już nawet przygotowane środki, które powierzył swojej mamie (rewelacyjna Isabelle Adjani). I tu zaczynają się kłopoty…
Okazuje się, że matka przegrała wszystkie jego oszczędności w kasynie. François zostaje zmuszony do powrotu na przestępczą ścieżkę. Z pomocą eks-dziewczyny, której miłość chce na nowo zdobyć i byłego partnera matki, gangstera o filozoficznym podejściu do życia (Vincent Cassel), podejmuje ostatnie zlecenie, które ma odmienić jego życie.
WYWIAD Z ROMAINEM GAVRASEM
Skąd pomysł na film „The World Is Yours”?
Zawsze chciałem zrobić film gangsterski, a zarazem coś, co będzie stanowiło jego przeciwieństwo. Szukaliśmy takiego spojrzenia, które stanowiłby dla tego gatunku pewien zwrot. Tajemnicze czarne charaktery, wyrażające wiele za pomocą spojrzenia i trzymające się kodeksu honorowego. Wszystko to sprawiało, że robiło mi się niedobrze. To tak dalekie i od rzeczywistości, i od mitologii, że – jak mi się wydaje – jest stworzone z niczego.
Wraz z moimi współscenarzystami – Karimem Boukerchą i Noé Debré, połączyliśmy tu tak naprawdę wiele historii. Oparte były one  na rozmowach – z zaprzyjaźnionym prawnikiem, czy z dziennikarzem Jérômem Pierratem, specjalizującym się w opisywaniu świata gangsterskiego. Jednocześnie przyglądaliśmy się procesom sądowym i studiowaliśmy historie przyjaciół, którzy zeszli na złą drogę.
Z tych opowieści wyłonił się świat dużo mniej tajemniczy i pociągający niż ten zazwyczaj przedstawiany w filmach gangsterskich bazujących na tego typu historiach.
Świat drobnych bandytów, któremu bliżej do komedii niż filmu noir. Wrażliwych kryminalistów i absurdalnych sytuacji, które ostatecznie okazują się bardzo ludzkie i życiowe.
Podczas gdy wiele tego typu postaci ma ambicje, by stać się panami całego świata, zdecydowałem zainteresować się zgoła odmiennym bohaterem. Jest nim François, marzący o tym, by mieć odrobinę komfortu w życiu, nic więcej. To zwykły człowiek, któremu przyszło funkcjonować w świecie niemającym wiele wspólnego z normalnością. Żeby stworzyć naszych bohaterów, musieliśmy się z nimi zidentyfikować, co wcale nie było łatwe. Przełom nastąpił w chwili, kiedy podczas jednego z procesów sądowych moją uwagę zwróciła kobieta, która niezależnie od prawników przyszła, by bronić swojego syna. Silna, pełna sprzeczności, ale i przepełniona przytłaczającą miłością do syna. To do mnie przemówiło. Poczułem, że wkraczamy na ścieżkę, którą powinniśmy podążać. W moim filmie mężczyźni są postaciami kruchymi, otoczonymi przez silne kobiety. Zupełnie jak François, który utknął pomiędzy relacją z matką a dziewczyną. To dokładne przeciwieństwo tego, co oglądamy zazwyczaj w takich filmach. Mężczyźni z pokolenia François, a jest on w moim wieku, są maminsynkami, co oznacza, że nawet ci najgorsi, włączając w to postać Putina, mają w sobie pewną wrażliwość. To sprawia, że mogą wydawać się ujmujący. Ale nie powinniśmy zapominać, że przede wszystkim potrafią być ekstremalnie niebezpieczni. Kiedy rozmawiałem o tym z moim ojcem, koncentrując się szczególnie na relacji matki z synem, polecił mi, żebym zobaczył „Białą gorączkę” Raoula Walsha z Jamesem Cagneyem w roli głównej. I to naprawdę było coś!
Czy pokusa, by opowiedzieć o dzisiejszym świecie, towarzyszyła ci od samego początku?               
Głównym celem filmu było odnalezienie nowego brzmienia, niepokornego wobec głównego nurtu, czy chociaż tej jego części, którą są francuskie komedie. Mam na myśli takie filmy jak „Testament gangstera” Georges’a Lautnera czy „Przygoda jest przygodą” Claude’a Lelouche’a. Nam chodziło o to, by być bliżej włoskich klasyków, jak chociażby „Sprawców nieznanych” Mario Monicellego czy „Odrażających, brudnych, złych” Ettore Scoli, które tworzyły pewną mapę tamtych czasów. „The World Is Yours” porusza problem imigrantów i narkoterroryzmu, ale żaden z nich nie znajduje się w samym centrum. Pracowaliśmy z aktorami, by znaleźć odpowiedni balans. Musieli być wiarygodni we wszystkim, co robią. To samo dotyczyło kostiumów i scenografii, które były na granicy hiperrealizmu, lecz bez zamieniania filmu w slapstick. Podczas montażu mogłem eksperymentować nieco z nastrojem, ale zawsze pamiętałem o konieczności utrzymania balansu pomiędzy thrillerem a komedią.
Z takim podejściem wkład aktorów wydaje się jeszcze bardziej istotny. Kiedy pojawił się pomysł, by to właśnie Isabelle Adjani była ekranową matką Karima Leklou?
Pomysł na to, by osiem lat po moim pierwszym filmie, w trakcie których realizowałem głównie teledyski i reklamy, wrócić do swoich aktorów, był dla mnie kluczowy. Karim Leklou wniósł do postaci François niesłychaną głębię. Bohater, w którego się wciela, jest mniej lub bardziej normalny, umożliwiając publiczności wejście w sam środek tego błazeńskiego świata. Dzięki niemu widzowie zaczynają odkrywać wszystkie te szalone postaci, prawdopodobnie bardzo dalekie od ich własnych doświadczeń. Bez aktora kalibru Karima ta postać byłaby mdła, a tak sympatyzujemy z nią przez cały film.
Wybór Isabelle Adjani do roli jego ekranowej matki wydawał mi się bardzo logiczny. Ani przez moment nie zastanawiałem się nad nikim innym. Isabelle pytała kilkakrotnie, dlaczego mój wybór padł właśnie na nią. Już nie pamiętam, co jej odpowiadałem, ale ostatecznie zgodziła się zagrać. Na planie była jak ferrari. Świetnie radziła sobie w każdej sytuacji, nigdy się nie cofała, miała odwagę i chęć, żeby wszystkiego spróbować. Isabelle ucieleśnia również podwójną tożsamość, która dzisiaj jest w samym centrum francuskiego społeczeństwa: w połowie jest Kabylką, w połowie Francuzką. W filmie jej syn tak naprawdę ma na imię Farès, ale to ona nalega, by mówić do niego François.
Zgodzisz się z tym, że Henri, grany przez Vincenta Cassela, wiele ma z komediowego głupka?
Nie podoba mi się to słowo, ponieważ bardzo lubię wszystkie swoje postaci, nawet te najbardziej prymitywne. Przyzwyczajeni jesteśmy, że zawsze widzimy Vincenta jako świetnego, dobrze wyglądającego gościa. Pomyślałem, że zabawne będzie utrzymanie go przez cały film w zupełnie innym tonie. Świetnie wpisał się w komediowy rytm. Zwłaszcza kiedy oszołomiony jest niemal wszystkim, co płynie z Internetu, nie widząc różnicy pomiędzy głupim dokumentem o Illuminati a analizami Castoriadisa (notabene mojego ulubionego filozofa). Zatem kiedy się odzywa, jest to na tyle zawstydzające, że prawie staje się poezją czy sztuką współczesną.
W „The World Is Yours” występuje też dwójka młodych aktorów – Oulaya Amamra i Philippe Katerine.        
Oulayę odkryłem, pewnie jak wiele innych osób, za sprawą filmu „W pogoni za marzeniami” Houdy Benyaminy. Jednym z powodów, dla którego ekranowa para, jaką tworzy u nas z Karimem, działa, jest to, że daje swojej postaci prawdziwą gęstość, ale i głęboką ludzkość. Oulaya jest niesłychanie zabawna, a zarazem bije od niej duża siła. Philippe Katherine ma pewien rodzaj światła i dziwności, którego nie zaobserwowałem u nikogo innego. Przypomina mi nieco Francisa Blanche’a i Claude’a Piéplu.
W rolę Putina wciela się Sofian Khammes. Na planie jest w stanie zrobić absolutnie wszystko. Świetnie się bawiłem, popychając tę postać jeszcze dalej i jednocześnie sugerując, że w głębi duszy czuje, iż nie ma tyle siły, by być tym, do miana którego pretenduje. Poza tym nawet jeśli jest czarnym charakterem, to wciąż pozostaje synkiem mamusi.
Wreszcie François Damiens. Jest geniuszem, potrafi powiedzieć najgorszą rzecz, wywołując tym samym uśmiech na naszych twarzach. Nikt inny nie mógłby zagrać tej postaci.
W filmie występują też naturszczycy.
Bardzo lubię z nimi pracować i uwielbiam mieszać ich z zawodowymi aktorami. Kiedy to zaczyna działać, przynosi korzyść dla obu grup. Do roli córki szkockiego bossa, która zostaje porwana i zaprzyjaźnia się z porywaczem, chciałem zatrudnić dziewczynkę z Glasgow.
Poprosiłem o pomoc Philippe’a Elkoubiego, świetnego reżysera castingu, z którym zawsze pracuję – jego śmierć w marcu złamała mi serce. Znalazł niesamowitą Gaby Rose. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby nie poszła dalej w kierunku aktorstwa, bo już ma nazwisko gwiazdy. Była fantastyczna. Pamiętam scenę, kiedy matka François, czyli Isabelle Adjani, traktuje ją naprawdę ostro. Tuż przed kręceniem ostrzegłem, że prawdopodobnie będzie to dla niej ciężkie. Odpowiedziała mi tylko: „O czym ty mówisz? Jestem z Glasgow!”.
Dlaczego zdecydowałeś się na to, by kręcić w Benidorm?  
Pojechałem tam z przyjaciółmi, jeszcze kiedy byliśmy nastolatkami. To miasto totalnie mnie oczarowało. Przywodziło mi na myśl Miami, Las Vegas i Glasgow równocześnie. To szalone miejsce, które doprowadza ludzi do wrzenia. Mnóstwo grupek brytyjskich turystów kręci się po okolicy bez koszulek, krzyczy, szukając okazji do bójki. Zaskoczyło mnie to, że poza kilkoma arthouse’owymi filmami nikt w zasadzie się tym miejscem na dobre nie zainteresował.
Skąd pomysł na tytuł  „The World Is Yours”?
Tytuł pojawił się bardzo szybko. To cytat z „Człowieka z blizną”, ale użyty trochę na zasadzie opozycji do filmu de Palmy. Tam bohater chciał przekręcić cały świat. François chce jedynie móc kupić sobie mały dom i wieść spokojne życie. Tak naprawdę to historia gościa, który próbuje uciec z gangsterskiego filmu.
Do jakiego stopnia osobowość, ale i twórczość twojego ojca wpływają na twoje filmy?  
Reżyser to taka osoba, która powinna interesować się wszystkim, mieć oczy otwarte i zawsze obserwować otaczający go świat. Biorąc pod uwagę moje zaplecze, pytanie o relację pomiędzy filmem a rzeczywistością nabiera mocy. Mimo, iż ludzie zwykle mówią o politycznym wymiarze filmów mojego ojca, zapominamy, że te thrillery pomyślane są także jako rozrywka. Inaczej prawdopodobnie nie znalazłyby w ogóle widowni. Wybór tonu i słownictwa jest kluczowy. Nie czuję, żebym mógł zrobić film społeczny o gangsterach. Problem François nie polega na tym, skąd pochodzi. Prawdziwym problemem jest jego matka! To samo dotyczy szkockiej dziewczynki, o której wspomniałem, jej problemem jest z kolei ojciec. Pewnie dlatego z François tak dobrze się nawzajem rozumieją.
Kolejny elementem związanym z twórczością twojego ojca jest pojawienie się w filmie Johna Landisa. U Costy-Gavrasa można go było zobaczyć na ekranie przez wiele lat.
John Landis to mój idol! W młodości byłem zakochany w jego filmie „The Blues Brothers”. Zresztą ta miłość przetrwała do dzisiaj. Landis robił też znakomite teledyski, chociażby „Thriller” Michaela Jacksona. Stanowi dla mnie dużą inspirację. Zarówno John, jak i jego żona Deborah, która jest świetną kostiumografką i też pojawia się w filmie, to wieloletni przyjaciele moich rodziców. Kiedy zatem dowiedziałem się, że przebywa on w Paryżu podczas zdjęć, powiedziałem mu, że się z tego nie wywinie.


Musisz być zalogowany by oglądać.

Zaloguj się


Wersja:

Długość filmu: 94 m
Obraz: 2.35:1, HD
Dźwięk: Stereo, oryginalny
Napisy: polskie



 

©2019 cinema pm

Log in with your credentials

Forgot your details?